Zarobić da się także na nieoczywistym

Data: 7 stycznia 2014 | Autor: | Brak komentarzy »

Często irytujemy się, że państwo nie ma do nas zaufania, a większość urzędników uważa, że podstawowym pragnieniem obywatela jest nadużycie środków z państwowej kasy. Dywagacje na temat tego problemu zajęłyby zapewne łamy Fraud IQ na następnych kilka miesięcy, ale w dzisiejszym kazusie nie po raz pierwszy chcę po prostu stwierdzić, iż zaufanie do obywatela nie zawsze wychodzi państwu na dobre. Jakiś czas temu wspominałem już o tym, że papier (i większość coraz popularniejszych formatek elektronicznych) zniesie wszystko, przez co niezbędnym elementem każdego procesu dystrybucji środków jest kontrola ich wykorzystania. I mowa tutaj nie tylko o środkach pieniężnych sensu stricto, ale o każdej pomocy materialnej, którą w ten czy inny sposób można zamienić na gotówkę lub wykorzystać do generowania zysku.

Pewien Amerykanin wykazał się doprawdy mrówczą pracą w ramach wymyślonego przez siebie procederu wyłudzania pomocy z federalnego programu wsparcia niezależnego szkolnictwa. Jednym z typów oferowanej przez rząd pomocy jest przekazywanie na rzecz placówek oświatowych sprzętu elektronicznego, głównie komputerowego. Sprzęt ten pochodzi z tzw. nadwyżek zaopatrzeniowych, co nie oznacza jednak, że zawsze są to urządzenia nowe. Nadwyżką jest także sprzęt używany, „zwolniony” przez dotychczasowych użytkowników wskutek reorganizacji, wymiany na nowy itp. Zawsze jednak jest to sprzęt sprawny i w dobrym stanie technicznym, co oznacza, że ma określoną wartość rynkową.

I tutaj objawiła się słabość kontrolna rządu federalnego – większość działań kontrolnych nakierowana jest na weryfikację zasadności przyznania i sposobu wykorzystania środków stricte pieniężnych. Nie jest to oczywiście podejście bezprzedmiotowe, bo oszuści, jak każdy człowiek, pragną ułatwić sobie pracę, przez co na konieczność podjęcia dodatkowych działań, np. sprzedaż zawłaszczonego mienia, patrzą z nieco mniejszym entuzjazmem. W żadnej mierze nie oznacza to jednak, że obszar taki można całkowicie wyłączyć spod kontroli – prawidłowość ta nie dotyczy tylko opisywanego przypadku, ale jest zasadą generalną. W każdej firmie można znaleźć obszary, w których wydaje się, że nadużycia mają ograniczoną rację bytu – likwidacja sprzętu, odpady produkcyjne (czy aby na pewno odpady?), zawyżone zużycie materiałów i komponentów („bo maszyny stare, to więcej się niszczy”…), nieuzasadnione zakupy etc. Większość, jeśli nie wszystkie te rzeczy, można spieniężyć, a przy zapewnieniu sobie stałego dopływu takich dóbr – stworzyć doskonałe źródło dodatkowego dochodu.

Na identycznej zasadzie działał Steven A. Bolden, który utworzył 13 fikcyjnych placówek oświatowych, które wszystkie skwapliwie zgłosił do programu „Computers for Learning” prowadzonego przez General Services Administration. Aby nie wzbudzać podejrzeń co do skali swojej działalności, udawał, że wszystkie placówki są od siebie niezależne i prowadzone przez odrębne organizacje społeczne. Organizacje te – założone oczywiście przez Boldena – faktycznie istniały (z adresami magazynów i stacji benzynowych), ale ich działalność odbywała się jedynie na papierze.

Mechanizm wyłudzenia był banalnie prosty – każda ze „szkół” miała dostęp do portalu internetowego, na którym General Services Administration publikowała informacje o aktualnych urządzeniach do darowania. Wszystko, co trzeba było zrobić, to wybrać interesujący sprzęt i uzasadnić potrzebę jego posiadania. Po przyznaniu sprzętu danej placówce, był on wysyłany za pomocą poczty lub firmy kurierskiej, zatem urzędnik GSA w praktyce nigdy nie odwiedzał rzekomych siedzib szkół Boldena. A ten niezwłocznie po odbiorze sprzętu wystawiał go na sprzedaż. Był przy tym na tyle sprytny, że używał wielu kanałów (aukcje, ogłoszenia, odpowiedzi na ogłoszenia typu „kupię”, przetargi), co utrudniało wykrycie jego działalności.

Ogółem, pomiędzy 2007 a 2013 rokiem, Bolden pozyskał w ramach programu „Computers for Learning” niemal 19,5 tysiąca przedmiotów, których oryginalna wartość przekraczała 30 milionów USD, a wartość faktyczna sięgała 7,5 mln USD. Biorąc pod uwagę wspomnianą na wstępie mrówczą pracę, jaką wykonywał w związku z pozyskiwaniem i sprzedażą sprzętu, na ironię losu zakrawa fakt, że zgubiło go najwyraźniej… lenistwo. Uwagę urzędników zwróciła bowiem wartość nominalna sprzętu przekazanego jednej z organizacji Boldena – Los Angeles Academy of Educational Development, która w ramach programu odebrała urządzenia o łącznej wartości początkowej przewyższającej 9 milionów USD.

To była jednak tylko pierwsza ostrzegawcza flaga. Drugą było zwykłe niechlujstwo oszusta, który poprzez portal internetowy zgłosił zapotrzebowanie na sprzęt jako jedna własna organizacja, ale jako adres dostawy podał dane swojej innej „szkoły”. Spowodowało to wysłanie za przesyłką z laptopami inspektora kontroli GSA, który stwierdził, że pod podanym adresem rzekomej placówki oświatowej znajduje się magazyn z pomieszczeniami do wynajęcia. Jednocześnie, jeszcze przed odbiorem przedmiotowej przesyłki, oferta sprzedaży komputerów znalazła się w popularnym serwisie z ogłoszeniami – Craig’s List. Zorientowawszy się w mechanizmie przestępstwa, inspektorzy kontroli zastosowali następnie wobec oszusta klasyczną prowokację, nabywając bezpośrednio od niego dwie kolejne partie darowanego sprzętu. Jego numery seryjne wystarczyły do udowodnienia przestępstwa.

Wniosek? Jednoznaczny – sprzedać da się niemal wszystko. Dla niedowiarków polecam odwiedzenie dowolnej strony z aukcjami internetowymi i przegląd aukcji zakończonych sukcesem. Następnie pozostaje zadać sobie pytanie, czy w naszej organizacji nie ma majątku, który można – często oficjalnie – zlikwidować lub sprzeniewierzyć i w ten sposób spieniężyć…



Skomentuj wpis

Musisz być zalogowany/a, żeby zamieszczać komentarze.