Porcja dezinformacji antyfraudowej dla MSP

Data: 23 lipca 2014 | Autor: | Brak komentarzy »

W ostatnich tygodniach można zaobserwować wzmożone zainteresowanie dziennikarzy tematem nadużyć gospodarczych, aczkolwiek bardziej stosownym określeniem byłoby tutaj „potencjalnym zatrudnieniem w sektorze przeciwdziałania nadużyciom”. Niestety, praktycznie wszystkie artykuły, jakie na ten temat wpadły mi w ręce, koncentrują się na ślepej radości z kreowania nowych miejsc pracy, pomijając meritum.

Na szczęście poziom merytoryczny tekstów nie jest już tak zatrważający, jak opisywany w ostatnim czasie na łamach Fraud IQ artykuł z „Edukacji Prawniczej”, ale przełomu nie widać. Pozwolę sobie wziąć na warsztat artykuł z dzisiejszego wydania „Gazety Prawnej”, zatytułowany – a jakże – „Speca od afer przyjmę”. Teoretycznie wszystko jest w porządku, ale…

Na wstępie zwracam uwagę Czytelników, że rzeczony tekst pojawił się w części serwisu internetowego „Gazety Prawnej” dedykowanemu małym i średnim przedsiębiorstwom. Tymczasem zawarte w nim obserwacje i wnioski nie mają z tą branżą nic wspólnego. Z realiami zarządzania ryzykiem nadużyć nieco więcej, ale nadal pozostaje „ale”…

Po pierwsze – autorka słusznie zauważa, że prym w zatrudnianiu specjalistów ds. nadużyć wiodą branże finansowa (nie tylko banki, jak to stwierdzono na wstępie) oraz telekomunikacyjna. Prawdziwa w odniesieniu do nadużyć jest także maksyma „lepiej zapobiegać niż leczyć”. W przypadku jednak tych dwóch branż ma ona w mojej ocenie średnie zastosowanie, jako że z przyczyn obiektywnych „leczenie” można sprowadzić praktycznie jedynie do uszczelniania mechanizmów kontrolnych. Mówiąc o odzyskiwaniu strat spowodowanych przez oszustów (a to ciągle w wielu przypadkach wydaje się być priorytetem zarządzających), tak różowo już nie jest. Z uwagi m.in. na przewlekłość postępowań, prawne możliwości przepisania majątku na przysłowiowego szwagra (do momentu uzyskania prawomocnego wyroku), ograniczenia w dostępie do informacji itp. prowadzone oficjalnymi środkami skuteczne odzyskanie straconej kwoty lub równowartości mienia jest niestety bardzo trudne. Tak więc wybór strategii podyktowany jest nie starą ludową mądrością, ale życiową koniecznością.

Po drugie – kwestia kar finansowych. Cóż, owszem globalizacja jest zjawiskiem powszechnym, ale straszenie rodzimych firm gigantycznymi karami finansowymi nie ma żadnego uzasadnienia. Wprawdzie osią artykułu są korporacje międzynarodowe, ale ich do aktywnego zarządzania ryzykiem nadużyć zachęcać nie trzeba, śmiem zatem twierdzić, że tekst jest raczej skierowany do rodzimych przedsiębiorców. A oni – poza nielicznymi wyjątkami, związanymi np. z praniem pieniędzy – żadnych kar obawiać się nie muszą. Warto też pamiętać, że zapowiadane w tekście konsekwencje finansowe dotyczyć będą wąskiej branży, której akurat do zarządzania ryzykiem nadużyć (vide poprzedni paragraf) motywować nie trzeba. Należy wreszcie zauważyć, że kary płaci centrala i wędrują one do budżetu państwa, w którym ona się mieści. Oczywiście, można obciążyć potem takimi kosztami spółkę-córkę (czy to fizycznie, czy w ramach sztuczek rachunkowości zarządczej), ale nie zmienia to natury problemu – rodzime firmy mogą ciągle jeszcze spać spokojnie, nie ma więc potrzeby ich straszyć.

Po trzecie – koszty wizerunkowe, wymieniane jako jedna z podstawowych konsekwencji ujawnienia działań nieetycznych lub sprzecznych z prawem. Pojawia się tylko jedno małe „ale” – śmiem twierdzić, że to konkretne ryzyko nie ma już racji bytu. Czy Czytelnicy słyszeli o zerwaniu jakiegoś kontraktu z przytaczaną w artykule firmą HP jako następstwa jej korupcyjnych działań? Czy jakakolwiek instytucja finansowa odwróciła się od banków manipulujących stopą LIBOR? A może klienci masowo porzucają instytucje wprowadzające ich w błąd co do warunków inwestowania ich oszczędności? Być może media o takich przypadkach milczą. Obawiam się jednak, że „czasy honoru” już minęły i liczy się tylko zysk.

Po czwarte – obłędna wręcz radość dziennikarzy z otwierania w Polsce tzw. centrów usług wspólnych. Nie oszukujmy się, popyt na pracowników z obszaru AML (i to głównie AML, nie ma potrzeby sztucznie rozszerzać go na inne obszary nadużyć) generują głównie organizacje tego typu. Zapomina się jednak, że gro (na szczęście nie wszyscy) zatrudnionych tam specjalistów stoi na samym końcu korporacyjnego łańcucha pokarmowego i wykonuje czynności mechaniczne, a nie kreatywne. Rzeczywiste tworzenie strategii AML czy anti-fraud pozostaje nadal domeną centrali. O ile zdecydowanie krzywdzące jest obecne w wielu komentarzach o podobnym charakterze stawianie centrów w jednej linii np. z budowanymi centrami logistycznymi Amazon, to mimo wszystko jest w tym ziarno prawdy. Prawda jest brutalna, ale bynajmniej nie szokująca – funkcje te wyprowadza się poza kraje macierzyste z uwagi na koszty. Wysoko opłacani eksperci pozostają w kraju macierzystym.

Kreujmy świadomość ryzyka nadużyć, ponieważ proaktywna funkcja zwalczania tego problemu jest naprawdę niezbędna większości organizacji. Nie próbujmy jednak robić tego na siłę z perspektywy wąskiej grupy firm, osadzonych w przeważającej mierze w zupełnie innym systemie prawnym.



Skomentuj wpis

Musisz być zalogowany/a, żeby zamieszczać komentarze.