Jak oszukujący oszustów oszust został bohaterem

Data: 20 marca 2014 | Autor: | Brak komentarzy »

Niedawny wpis o dyrektorze ds. zwalczania nadużyć nieudolnie wyprowadzającym środki z organizacji Oxfam wzbudził spore zainteresowanie Czytelników. Idąc tym tropem, w dniu dzisiejszym przedstawiam kolejną nietypową sprawę, której bohater zaczął okradać swojego pracodawcę, aby zrekompensować sobie straty spowodowane przez… nadużycie, którego padł ofiarą.

Sama sprawa jest stosunkowo szeroko znana, ponieważ dotyczy potężnej firmy z branży agrarnej i spożywczej Archer Daniels Midland (ADM), która w drugiej połowie lat 90-tych ubiegłego wieku przyznała się do udziału w procederze zmowy cenowej oraz ustawiania podaży lizyny, wspólnie ze swoimi największymi konkurentami. Główną rolę w ujawnieniu sprawy odgrywał jeden z wysoko postawionych zarządzających ADM, Mark Whitacre. Kulisy tego wydarzenia zostały szczegółowo opisane w książce Kurta Eichenwalda „The Informant”, a następnie zekranizowane w filmie pod tym samym tytułem (polski tytuł: „Intrygant”) z Mattem Damonem w roli głównej.

Whitacre nie jest jednak w tej historii bohaterem pozytywnym. Zarówno książka, jak i film koncentrują się na machinacjach whistleblowera podczas przekazywania danych i informacji agentom FBI, ale mniej miejsca poświęcają jego innemu problemowi: wprawdzie przekazywał on władzom istotne informacje o naruszeniu przez swojego pracodawcę zasad uczciwej konkurencji, ale jednocześnie sam nie pozostawał bez winy. Przez kilka lat systematycznie okradał bowiem swoją firmę, wykorzystując swoją pozycję zawodową oraz przychylność kolegów z kadry zarządzającej.

To, co jednak jest najciekawsze w tej historii, to kulisy podjęcia przez Whitacre’a przestępczej działalności. A te są poniekąd zabawne. Whistleblower padł bowiem ofiarą wczesnej odmiany tzw. przekrętu nigeryjskiego, który w tamtym okresie rozprzestrzeniał się za pomocą tradycyjnej poczty oraz faksów. W roku 1990 Whitacre wtajemniczył swojego szefa Marty’ego Allisona w szczegóły projektu, który miał im obu przynieść duże pieniądze. Do Whitacre’a dotarła bowiem intratna propozycja od osoby rzekomo powiązanej z nigeryjskim Ministerstwem Zasobów Naturalnych. Jej autor twierdził, że udało mu się zgromadzić znaczne fundusze dzięki zawyżaniu cen usług świadczonych na rzecz Ministerstwa. Gotów był podzielić się nimi z osobą, która z jednej strony pomoże mu ukryć proceder (dostarczając fałszywych faktur kosztowych, legitymizujących zawyżone ceny), a z drugiej – sfinansuje proces wyprowadzenia środków z konta w banku nigeryjskim na własny rachunek.

Trudno w to uwierzyć, ale osoby na najwyższych stanowiskach kierowniczych, z latami doświadczeń w biznesie oraz tytułami naukowymi (Whitacre miał tytuł doktora) dały się zmanipulować tą „rewelacyjną ofertą” niczym małe dzieci obietnicą cukierka. Whitacre zaczął wysyłać na podane adresy i numery faksów spreparowane dokumenty i faktury wystawiane na papierze firmowym ADM oraz otwierać zagraniczne rachunki bankowe, które zasilał własnymi środkami na poczet rzekomych opłat. Wkrótce do grupy wtajemniczonych włączono także dwóch kolejnych pracowników ADM. Nigdy oficjalnie nie potwierdzono sumy, jaką Whitacre wraz z trzema innymi członkami kierownictwa przekazał oszustom, ale podawane przez różne źródła kwoty wahają się pomiędzy 425 a 660 tysięcy dolarów!

Kiedy było już jasne, że obiecane miliony nie dotrą do ich niedoszłych beneficjentów, Whitacre wraz ze swoim przełożonym, Allisonem, opracowali metodę zrekompensowania sobie poniesionych strat. Była ona prosta i opierała się na identycznym mechanizmie jak wspomniany na początku przypadek organizacji Oxfam – oszuści przekazywali do ADM faktury za fikcyjne usługi, a wypłacanymi z tego tytułu pieniędzmi dzielili się proporcjonalnie do poniesionych wskutek przekrętu nigeryjskiego strat. Dodatkowo część środków musieli przekazać swoim wspólnikom, na których rachunki wpływały wyłudzone środki.

Jak można się domyślić, ten prosty proceder spodobał się Whitacre’owi i był kontynuowany także po odzyskaniu przez niego straconych pieniędzy. Łącznie, do roku 1995, kiedy jako whistleblower w śledztwie FBI musiał zakończyć swoją karierę w firmie, w ten sposób z ADM wyprowadzono ponad 9 milionów dolarów! Oszust najwyraźniej stwierdził jednak, że tempo przywłaszczania sobie środków za pomocą faktur opiewających jednostkowo na „zaledwie” tysiące dolarów jest zbyt powolne i uknuł spisek, który miał mu jednorazowo przynieść okrągłe 10 milionów dolarów.

W owym czasie ADM zmagało się z problemami w produkcji lizyny, która najwyraźniej wynikały z błędów technologicznych w nowej fabryce. Tymczasem Whitacre zawiadomił kierownictwo firmy, że skontaktował się z nim przedstawiciel konkurencyjnej firmy Ajinmoto, który rzekomo podczas swojej wizyty w tejże fabryce ADM miał podrzucić tam substancje powodujące zanieczyszczenia procesu produkcji. Za informacje o sposobie wyeliminowania toksyny miał żądać właśnie 10 milionów dolarów, które ADM miało przekazać na jego anonimowy zagraniczny rachunek.

Niestety, pomysł Whitacre’a, najdelikatniej mówiąc, nie wypalił. Ówczesny CEO ADM, Dwayne Andreas stwierdził bowiem, że zaprezentowana mu sytuacja stanowi międzynarodowe szpiegostwo przemysłowe i zawiadomił o sprawie CIA. Po wstępnej analizie sprawy, ostatecznie stwierdzono, że ponieważ dotyczy ona fabryki na terenie USA, należy do kompetencji FBI. Whitacre spanikował podczas przesłuchania i po niezdarnych próbach obrony swojej historii, przyznał się agentom FBI do sfabrykowania całej sprawy. Chcąc jednak wyjść z twarzą, stwierdził, iż jego rzekome kontakty z Japończykami były prawdziwe i sterowane przez ADM, aczkolwiek wynikały ze współpracy w ramach zmowy cenowej producentów lizyny. Od tego momentu Whitacre został zakamuflowanym współpracownikiem FBI i przez następne niemal 3 lata dostarczał dowodów na udział ADM w zmowie cenowej (która akurat była faktem).



Skomentuj wpis

Musisz być zalogowany/a, żeby zamieszczać komentarze.