Marazm pracowniczy w Amber Gold odbiciem rzeczywistości?

Data: 7 października 2012 | Autor: | Brak komentarzy »

Miłem nie wdawać się chwilowo więcej w dywagacje na temat Amber Gold, przynajmniej do czasu jakiegoś przełomu w sprawie, ale lektura wywiadu z dwoma przedstawicielkami kierownictwa średniego szczebla AG nieodmiennie sprowadziła moje myśli na problem dostrzegania przez pracowników firmy symptomów nadużycia, tzw. „czerwonych flag”.

Z historii przypadków przestępstw gospodarczych wynika bowiem, że pracownicy firmy, w której ma miejsce taki proceder niejednokrotnie doskonale zdają sobie sprawę z nieprawidłowości (chociaż niekoniecznie z ich skali) lub też przynajmniej dostrzegają pewne niepokojące sygnały, wskazujące na sytuację niepożądaną. O tym, dlaczego nie decydują się tego ujawnić lub przynajmniej zainteresować problemem kompetentne osoby/jednostki, można by napisać co najmniej kilka wpisów, zwłaszcza w warstwie psychologicznej i socjologicznej. Pozostańmy zatem przy krótkim zwróceniu uwagi, że taką możliwość trzeba pracownikom zapewnić.

W polskich firmach systemy whistleblowingu są niestety nadal rzadkim zjawiskiem, zaś w wielu miejscach, gdzie wprowadzono jakąś ich formę, miejsce, do którego mają trafiać odpowiednie zgłoszenia, nie kojarzy się zgłaszającym najlepiej, czy to ze względu na szybkość działania, skuteczność, czy wreszcie zachowanie poufności. Ale nie o tym chciałem pisać.

Amber Gold jest tutaj skrajnym przypadkiem firmy toczonej przez rak nadużycia, ponieważ wszystko wskazuje na to, że firma jako całość stanowiła tutaj przypadek nadużycia. Nie zmienia to jednak faktu, że jej pracownicy powinni byli zastanowić się nad mechanizmem „cudu”, na którym opierało się jej działanie i zadawać pytania. Lektura przytoczonego wywiadu wskazuje jednak, że nie tylko nie byli oni zainteresowaniu tym, co kryło się za płachtami reklamowymi, ale nawet teraz, z dystansu kilku tygodni, nie potrafią oni krytycznie spojrzeć na wewnętrzne funkcjonowanie AG i dostrzec w nim co najmniej kilka czerwonych flag.

Po lekturze nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dla AG pracowali albo wyłącznie ponadprzeciętni oportuniści, pragnący dorobić się wraz z firmą, niezależnie od jej modelu biznesowego, albo też osoby obciążone maksymalnym poziomem „tumiwisizmu”, ewentualnie ze IQ grubo poniżej przeciętnej. Wypowiedzi byłych pracowniczek tworzą przed nami bowiem obraz modelowego zakładu pracy, niczym z najlepszej utopii, w którym każdy zainteresowany jest jak najlepszym wykonywaniem swoich obowiązków, a nie kontestowaniem działania firmy. Cóż, wizja szlachetna, ale czy przystająca do rzeczywistości? Czy faktycznie pracownicy AG „wykonywali tylko rozkazy”?

Czego zatem dowiadujemy się o codziennym funkcjonowaniu Amber Gold? Po pierwsze, że nowo zatrudniani byli gruntownie szkoleni z – jak to określono – „podstaw inwestowania”, charakterystyki produktów, zawiłości regulaminów oraz funkcjonowania systemów informatycznych. Co więcej, co najmniej część z pracowników AG zatrudniła się w nim mając już doświadczenie w branży finansowej. I całe to towarzystwo w ciszy i skupieniu słuchało wykładowców, nie zaprzątając sobie głowy, jak prezentowane im produkty i generowane przez nie przychody mają się do rzeczywistości? Nie wymagam od nich oczywiście zastanawiania się, czy działalność ich pracodawcy stanowiła „gromadzenie środków pieniężnych klientów w celu obciążania ich ryzykiem”, ale zapewne od osób, które zamierzają doradzać nam, co mamy zrobić ze swoimi pieniędzmi, powinniśmy oczekiwać przynajmniej elementarnego zdrowego rozsądku, który chyba tym razem zawiódł…

Pracownicy nie zastanawiali się także nad poziomem generowanych przez firmę zysków w kontekście relatywnie znakomitych warunków pracy, w jakich spędzali czas (po szczegóły odsyłam do wywiadu). Nie wzbudziło w nich podejrzeń, że generowane przez firmę przychody poza pokrywaniem ponadprzeciętnych zysków klientów, musiały jeszcze wystarczyć na opłacenie prawdopodobnie jednej z największych kampanii reklamowych ostatnich lat, na zapewnienie im tychże opisanych warunków pracy, a w wreszcie na finansowanie kaprysów prezesa w rodzaju floty linii lotniczych OLT Express. Czy nikt nie zadał sobie pytania, jaki margines zysku musiałyby generować tajemne operacje prezesa, aby to wszystko mogło zostać opłacone?

Osobną kwestią, chociaż nie poruszoną zbyt szeroko w wywiadzie, jest to, kto odpowiadał za generowanie tych zysków. Proszę Czytelników o poprawki, jeśli ktoś z Was dysponuje szerszą wiedzą ode mnie, ale wydaje mi się, że od 2009 roku na rodzimym rynku nie zaobserwowano znaczącego przepływu traderów metali, zakupu rozbudowanego systemu do tych celów, czy podobnych oznak budowy nowego centrum inwestycyjnego. Oczywiście, szef AG mógł to wszystko realizować za pośrednictwem firmy trzeciej i to niekoniecznie polskiej, ale… To też kosztuje, zatem sporządzoną wcześniej listę wydatków możemy uzupełnić o kolejną pozycję.

Co więcej, byłe przedstawicielki AG opowiadają nam, jak to w okresie działalności AG kurs złota nieprzerwanie wzrastał, więc nie było powodów do podejrzeń… Czyżby „doradcy” AG nie orientowali się w ogóle w sytuacji na rynku, na którym zachęcali do lokowania? Za odpowiedź niech posłuży poniższy slajd z mojej prezentacji dot. Amber Gold, prezentujący kursy złota i platyny w ostatnich kilkunastu miesiącach.

 

Ex-pracownice z rozbrajającą szczerością przyznają, że praktycznie wszyscy w firmie wiedzieli zarówno o obecności AG na liście ostrzeżeń KNF, jak i o wyroku prezesa za oszustwa finansowe. I najwyraźniej nikomu to nie przeszkadzało! Jak wyjaśniono czytelnikom, KNF nie podał przecież powodów umieszczenia firmy na swojej czarnej liście, zatem można było to potraktować jako kaprys czy chwilową niepoczytalność regulatora rynku. A przeszłość prezesa? Przecież każdemu należy się druga szansa! Osobiście sytuacja ta przypomina mi postawienie wilka na straży stada owiec – być może mam skrajne poglądy, ale osoby z wyrokami za umyślne przestępstwa gospodarcze w moim odczuciu powinny dostawać dożywotni zakaz dysponowania jakimikolwiek środkami pieniężnymi za wyjątkiem swojego domowego budżetu. Jak widać jednak, tego poglądu nie podzielali pracownicy AG.

Nikogo nie niepokoiły także częste w ostatnich miesiącach działalności AG zmiany rachunków bankowych, będące następstwem zrywania współpracy z firmą przez kolejne banki. Bo przecież „taka firma nie może działać na jednym koncie”! Zapewne nie, ale czy solidna firma gra ze swoimi klientami w kotka i myszkę, jeśli chodzi o numer jej rachunku bankowego? Takich smaczków w tekście jest więcej, ale te najbardziej jaskrawe udało mi się chyba wybrać wszystkie.

Pozostaje zatem pytanie – nie wiedzieli, czy nie chcieli wiedzieć? I czy to sytuacja charakterystyczna jedynie dla tej konkretnej firmy, czy też tego rodzaju marazm jest powszechny w rodzimych firmach? Jeśli tak, to audytorom śledczym jeszcze długo nie zabraknie pracy – niestety w przeważającej mierze związanej z szacowaniem strat.



Skomentuj wpis

Musisz być zalogowany/a, żeby zamieszczać komentarze.