Bankowość mobilna okazją dla „praczy”

Data: 20 lutego 2012 | Autor: | Brak komentarzy »

Kluczową z punktu widzenia przeciwdziałania praniu pieniędzy jest informacja o tzw. beneficjencie rzeczywistym, tj. osobie, która jest faktycznym ostatecznym dysponentem środków pieniężnych. Stąd też instytucje finansowe poświęcają tak wiele wysiłku, aby zgromadzić o nas i – w miarę możliwości – o osobach, z którymi dokonujemy operacji finansowych, jak najwięcej informacji.

Niemniej jednak kwestią podstawową dla każdej instytucji jest właściwe zidentyfikowanie własnych klientów, bowiem cały system opiera się na założeniu, że jeśli wszyscy jego uczestnicy dochowają w tym zakresie należytej staranności, to każdy ruch środków pieniężnych będzie mógł być przypisany dwóm stronom tej operacji, wysyłającej i odbierającej. Najnowsze zdobycze technologiczne utrudniają jednak bankom i innym instytucjom zobowiązanym ten proces.

Do powszechnego wykorzystania coraz śmielej przebijają się rozwiązania, które znacznie ułatwiają nam dysponowanie gotówką, a jednocześnie o ból głowy przyprawiają pracowników zespołów ds. przeciwdziałania praniu pieniędzy.

Pierwszym instrumentem, o którym warto wspomnieć, są karty przedpłacone na okaziciela. W tym przypadku można powiedzieć, że mamy problem podwójny, ponieważ dotyczy on zarówno zasilania, jak i wypłacania środków z tego instrumentu. Z jednej strony do karty przypisany jest rachunek jedynie techniczny (a więc bez poprawnie zidentyfikowanego właściciela), który może w zasadzie zasilić gotówkowo każdy, bez większego kłopotu ukrywając swoją tożsamość. Ze strony drugiej, karta może zostać przekazana dowolnej osobie, która może wypłacić z niej środki (lub zrealizować transakcję bezgotówkową) w dowolnym kraju, również bez konieczności ujawniania swojej tożsamości.

Drugim wartym uwagi instrumentem są tzw. przelewy SMS. W tym wypadku z punktu widzenia instytucji finansowej sprawa przedstawia się nieco lepiej, ponieważ – przynajmniej na razie – strona zlecająca taką transakcję musi posiadać „normalny” rachunek bankowy, a zatem bank zna jej tożsamość (pod warunkiem, że konto nie zostało założone na dane fikcyjne lub „słupa”). Gorzej przedstawia się sytuacja z drugą stroną transakcji – istota tej operacji polega bowiem na tym, że przelew wychodzący z rachunku bankowego przechodzi na konto techniczne, gdzie oczekuje na wypłatę gotówkową, do której wystarczy podać jedynie numer telefonu, końcówkę numeru referencyjnego transakcji oraz zdefiniowany wcześniej numer PIN. Możliwe jest także zasilanie w takiej formie kart przedpłaconych. Nadal nie rozwiązuje to jednak problemu identyfikacji osoby, do której środki zostały wysłane.

Oczywiście banki bronią się przed pozostawaniem w zupełnej nieświadomości względem tego, komu ich klienci przekazują środki. Z reguły wymagają zatem wcześniejszej rejestracji osoby, która chce w ten sposób odbierać środki. Problemem pozostaje jednak weryfikacja tożsamości takiej osoby, ponieważ trzymając się standardu bankowości mobilnej, bank w przeważającej mierze polega tutaj na deklaracji klienta oraz poprawności formalnej przekazywanych przez niego danych. Dodatkowo, zazwyczaj osoba raz w ten sposób zarejestrowana ma możliwość skorzystania jedynie z ograniczonej ilości produktów.

Drugą linią obrony są limity nałożone na tego rodzaju operacje, ustalone odgórnie na kilku poziomach, od limitu pojedynczej operacji poprzez limit dziennych zasileń (a tym samym wypłat) rachunku technicznego, aż po limit obrotów rocznych na rachunku.

Tutaj jednak w sukurs „praczom” przychodzi podobna technika, jaką stosują przy wpłatach większej ilości środków pochodzących z nielegalnych bądź nieujawnionych źródeł na rachunki bankowe, czyli tzw. smurfing. Polega on na rozbiciu jednej większej operacji na szereg mniejszych, realizowanych przez szereg osób. Podobnie można postąpić z kartami, czyli korzystać nie z jednej, ale z szeregu kart, które łącznie pozwolą na obrót dużymi kwotami.

Tego rodzaju środki nie umożliwią wprawdzie rozwinięcia procederu na większą skalę, ale dla mniejszych adeptów przestępczego fachu będą zapewne wystarczające. Warto ponadto pamiętać, że z praniem pieniędzy nieodłącznie związany jest inny problem – finansowanie terroryzmu. Wbrew pozorom, wiele aktów terrorystycznych nie wymaga ponoszenia zbyt wysokich nakładów bezpośrednio w kraju, gdzie mają być one przeprowadzone. Dość przypomnieć, że łączne koszty zamachu z 11 września nie przekroczyły 400 tysięcy dolarów. A był to przecież zamach na ogromną skalę. Do sfinansowania mniejszych tego rodzaju aktów karty przedpłacone i przelewy SMS mogą wystarczyć.



Skomentuj wpis

Musisz być zalogowany/a, żeby zamieszczać komentarze.